poniedziałek, 18 maja 2009 - Éire - It’s alive!!! Alive! Buhahahaha!
Dublin wspomnień
Żal mówić, jak wyglądał mój wehikuł gdy odnalazłem go na podziemnym parkingu w centrum Dublina, pod domem, w którym mieszkał niegdyś Robert. Kiedy zostawiałem go tam w sierpniu, przed opuszczeniem Irlandii na motocyklu, karawan szczęścia – znany w świecie jako Lucida, prezentował się wystawowo – salonowo; wymuskane oponki, nawoskowane blachy, technicznie wypieszczony... Spójrzcie na Lucidkę teraz... jej majaczący w cieniu kształt straszy naturą złomu; wypatroszona przez wybitą szybę, pokryta gęstą warstwą gaśnicowego proszku (!), z paskudnym kapciem na tyle. Jednak po otwarciu drzwi na konsoli wciąż żarzy się blade światełko... Lucidzie się nie kopnęło w kalendarz! Ona chce żyć!!!

Paweł nie daje jej wielkich szans... Dzwoni do Marcina – złotej rączki w ich mieszkaniu – ten przyniesie z pracy booster. Nowiuśki akumulator podłączony, choć klemy skorodowane zupełnie. Marcin podczepia respirator... zzzZzzz... nic. Cisza....

Wymieniamy klemy, >>>
środa, 20 maja 2009 - Éire - Wciąż Dublin
Dublin wspomnień
...bo Lucida słabowita czka i marudzi, i jej do świata nie śpieszno.

Co może chodzić po głowie wojażerowi, który żegnany tak ciepło, niemal rodzinnie przez grupkę przyjaciół, stoi przed kolejną przygodą? Wojażer czuje ogromną wdzięczność, nienamacalny ogrom wsparcia, czuje, że jego droga poprostu nie może się nie udać. Dwa jaśki – artefakty szczęścia - od Agnieszki i Jacky, zapas pierogów, parówek w słoiku i innych dobrodziejstw od Łukasza, serdeczne słowa od Haniki, Rafała i Magdy... nieocenione wsparcie na każdym kroku od Asi. Cała naprzód! Jutro Francja :)
czwartek, 21 maja 2009 - Éire - Rosslare, na promie do Francji
Coast drive
Jest coś przejmującego w każdym odejściu, rozstaniu, pożegnaniu. Czujesz i wiesz, że opuszczając miejsce robisz dobrze, bo podążasz za wewnętrznym głosem marzeń lub ambicji, to jednak do duszy wkrada się cień żalu, niesiony przez barwne, przejaskrawione często wspomnienia albo niezralizowane w pełni cele. W tym cieniu rodzi się sentyment i jakaś blada tęsknota za czymś niewypowiedzianym, i już rozumiesz, że zachowasz to miejsce w sercu na zawsze. Irlandia była kiedyś dla mnie domem, gniazdem, bazą do bliższych i dalszych wypraw. Dała mi wiele i wiele jej zawdzięczam; była surowym lecz chojnym opiekunem. Serdecznie jej za to dziękuję.

Stojąc na najwyższym deku Oscara Wilde’a gapię się na soczyście zielone pagórki wybrzeża. Deszcz zmywa z szyb ostatnie ślady wyjątkowo słonecznego poranka. Udało się – bez przeszkód zabieram Lucidę na kontynent. Znika mój ostatni materialny ślad na Wyspie.
- -
Loading...